środa, 10 grudnia 2014

Chapter I

Zawsze mówiło się o tym, że niektórych rzeczy nie należy dotykać. Tak jak się nie wsadza ręki do ognia bo parzy, ani nie wsadza palców do gniazdka bo porazi prąd. Tak samo ludzie nie powinni wykorzystywać obcych technologii i minerałów, gdy te są im całkowicie nieznane i pochodzą z innego wymiaru. A już w szczególności wtedy, gdy nie ma nikogo, kto mógłby nad tym zapanować czy wyjaśnić do czego dana rzecz służy.
Ludzie to jednak głupie i naiwne istoty zadufane w sobie. Można cos im powtarzać tysiące razy a i tak popełnią kolejny raz ten sam błąd. Szczególnie teraz, gdy podróżowanie miedzy światami stało się znacznie prostsze. Ludzka pycha ponownie wygrała, kiedy to na ziemię został przetransportowany nieznany organiczny minerał. Czarny, pokruszony lecz niezwykle twardy. Przez wiele miesięcy próbowano odciąć z niego choćby kawałek do badań. Zaczęto od pęsety, noża, piły a zakończono na laserach i innych niezwykle silnych ludzkich wynalazkach. Gdy i to nie pomogło, zwrócono się do superbohaterów po pomoc. Ci zupełnie nieświadomi tego, co skrywa w sobie kamień, pomogli ludziom. Zamienili cały fragment na znacznie mniejsze. Trochę to potrwało, lecz w końcu osiągnięto cel. Wreszcie można było rozpocząć prawdziwą pracę. Zaczęto badać strukturę molekularną. Starano się znaleźć zastosowanie dla nieznanego materiału. Z początku proponowano, by wykorzystać go jak stal badz inny środek budulcowy. Jednak jego niezwykła wytrzymałość miała swoje plusy i minusy. Budowanie czegokolwiek z tego było niezwykle trudne, i jeszcze nikt nie wynalazl prostej metody dzielenia tego materiału. Postanowiono zatem pójść w druga stronę. Znając kod DNA zawarty w minerale, uznano, że należy zacząć przeprowadzać testy na zwierzętach. Stworzono dużą ilość szczepionek z płynnego czarnego kamienia. Jednak ku rozczarowaniu naukowcow te ginęli zaraz po wstrzyknięciu. Gryzonie padały najszybciej. Robaki po kontakcie ze specyfikiem również ginęły. Słonie, żyrafy, tygrysy...niektóre gatunki najpierw ciężko chorowały, a potem zdychały. Było też kilka, na których nie było widać żadnych efektów. Jednak ludzie byli wytrwali. Szukali DNA, które byłoby stabilne z obcym. Postanowili zabawić się w inżynierów genetycznych. Stworzyć coś od początku, co urodzi się z tym niezwykłym DNA. Starano się ożywić martwą istotę stosując przy tym metody klonowania. Na marne. To coś nie chciało zostać przywrócone do życia. Zarodki albo ginęły albo przechodziły straszne mutacje i laboranci sami dochodzili do wniosku, że należy je unieszkodliwić i nie pozwolić im dojrzeć.
Aż w końcu ktoś wpadł na pomysł, że jest jeszcze człowiek. Bo skoro żadne zwierze i roślina nie były w stanie sobie poradzić z tym czymś... To dlaczego nie warto wypróbować tego na ludziach?
Udało się. To był strzał w dziesiątkę. W jednej z wielu izolatek znajdowało się dziecko stworzone właśnie tu w laboratorium, którego organizm był przystosowany do kolejnych mutacji genetycznych. Nie znało ono świata. Zaledwie swój pusty pokój oraz tych wiecznie zajętych ludzi, którzy nazywali je numerem siódmym. Nie miało imienia. Było tu zbędne.
Wszczepiono mu czarną ciecz. Dziecko zaciskało zęby czując niewyobrażalny bol. Starało sie jednak spełnić oczekiwanie tych ludzi. Choć było małe, zdążyło się nauczyć, że jeśli eksperyment się nie powiedzie to coś złego mu się stanie. Dlatego musiało przetrwać ta próbę by żyć dalej.
Przetrwało. Rosło. Było w stanie zapanować nad zmianami zachodzącymi w jego ciele. Posłuszne i gotowe na każdy rozkaz. Robiło wszystko czego ludzie w białych fartuchach sobie życzyli. I tak przez wiele, wiele lat. Aż w końcu któregoś dnia poczuło, że mały pokoik to dla niego zbyt mało. Że czuje jak się dusi. Chodziło niespokojnie po swej izolatce.
"Masz siłę. Czemu stąd nie odejdziesz?" Usłyszało w swej głowie.
"kim jesteś?"
"Teraz jestem tobą."
"A wcześniej?"
"Dawniej mieszkałem gdzie indziej, w innym świecie"
"Opowiedz mi" poprosiło. Pierwszy raz z kimś tak rozmawiało. Nie obawiało się jednak obcego głosu, którego nikt inny nie słyszał. Zawsze czuło, ze coś oprócz niej i umiejętności, które jej nadano znajduje się w tym ciele. Teraz po tylu latach poznało co to takiego. Usiadło na podłodze i zamknęło oczy. Uspokoiło to pilnujących je naukowców. Wreszcie dziecko zachowywało się spokojnie. Nie zauważyli, że odczyty mózgu są nieznacznie innych od codziennych. To był znak, ze dziecko rozmawiało z istota. A istota przekazywała mu wszystkie swoje wspomnienia, uczyła wszystkiego. Naukowcy nauczyli dziecko pisać, czytać i liczyć. Wszystko na potrzeby eksperymentów by moc sprawdzić jego umiejętności. Jednak dopiero istota przekazała znacznie szersza wiedzę. Pozwoliła poznać dziecku inne języki i pisma. Pokazało wszelakie kultury. Spotkania. Festiwale. Dziecko zapragnęło odejść. Po tylu latach trzymania w klatce w końcu znalazło powód by nie dać sobą więcej pomiatać.
"Pamiętaj, nie będzie już odwrotu" uprzedziła Istota. Mieli tylko jedna szanse, której dziecko nie mogło zaprzepaścić. Zaskakując wszystkich zmieniło się, przybierając swą okrutna formę. Bez litości, bez emocji które tak długo mu wpajano Zabijało wszystkich po kolei. Nie oszczędzało nikogo. Nikt nie był tego wart. A potem uciekło. Uciekło jak najszybciej machając skrzydłami i znikając gdzieś na horyzoncie byle dalej od przeklętego miejsca na środku oceanu.

To nie jest łatwe, gdy nagle osoba bez jakiejkolwiek tożsamości pojawia się w wielkim świecie. Dziecko próbowało przetrwać w dziczy, lecz ci co zatrudnili naukowców zaczęli je szukać. Musiało wtopić się w tłum. Znaleźć sprzymierzeńców. Nauczyć się więcej o swojej mocy by moc później zmierzyć się z przeciwnikami.
Zostało przygarnięte przez zwykłego śmiertelnika. A raczej mężczyznę i kobietę. Małżeństwo, którego syn już dorosły wyprowadził się z domu. Ci ludzie nauczyli dziecko funkcjonować w obecnym świecie. Poświęcili mu wiele cierpliwości i uwagi. Wysłali do szkoły, adoptowali, obdarzyli miłością, zaakceptowali takim jakim było. A co najważniejsze, nadali imię. Danielle. Dziecko okazało się być ładną dziewczyną o zimnych niebieskich oczach i złotawych włosach. O pewnym chodzie i bez cienia strachu na twarzy. Z mroczną przeszłością, i krwią na delikatnych i smukłych dłoniach. A mimo to ludzie ja kochali. Nie tylko przybrani rodzice i brat. Zauważyła ze łatwo zjednuje sobie ludzi. Umiała rozróżnić dobrych i złych. Była stanowcza. Trzymająca się swoich zasad. Spełniała obietnice. Prawie wszyscy bez wyjątku ja lubili, choć wolny czas wolała spędzać w towarzystwie zwierząt. W końcu w domu, w którym mieszkała, znajdowały się trzy psy, kilka kotów i pare innych mniejszych stworzeń. To one pomogły jej się otworzyć na świat.

A teraz? A teraz Danielle zdaje się być zupełnie normalną osobą nie chwalącą się komu popadnie swoimi zdolnościami. Czasem jednak zdarza się ze zmienia swą postać i leci wysoko ponad chmury aby czerpać przyjemność z szybowania wśród przestworzy. Co natomiast z Istota? Wciąż istniała. Okazała się echem żywota postaci, w którą dziewczyna się zmieniała. Razem z Danielle tworzyły niezwykły duet. Pojawia się jednak pytanie, w co zmienia się dziecko? Odpowiem na to pytanie. W smoka. Pięknego czarnego smoka o błękitnym połysku na łuskach i niebieskimi oczami. Z silnymi łapami, ostrymi szponami i dużymi skrzydłami. Bez kolców na grzbiecie, raptem z kilkoma wokół smukłego pyszczka uzbrojonego w zabójcze kły. Z miękkimi uszami schowanymi za krótkimi rogami. Z podłużnym ciałem, jednak nie tak długim jak w przedstawianych wyobrażeniach azjatyckich smoków. Dodatkowo ziała ogniem.
Nie zawsze jednak musiała zmieniać cała swą postać. Czasem wystarczyło ze zmieniała fragment swego ciała. Łapę, zęby, oczy... Jednak jej ulubiona kombinacja było dodawanie sobie ogona i skrzydeł. Częściowej przemiany nauczyła sie dopiero po uwolnieniu z laboratorium i bardzo to sobie ceniła. W tej formie rzucała się mniej w oczy niż jako smok.
Na razie jednak koniec wspomnień... Pora przejść do teraźniejszości gdzie wszystko ma zacząć się zmieniać dzięki znajomości z młodą panienką Stark.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz